Dziś poniedziałek. Dla ilu z was ten poniedziałek to właśnie „TEN”? Ten, od którego zaczynacie dietę, która wreszcie przyniesie efekty? Ile z was w tym momencie z niechęcią wspomina, że takich poniedziałków była już nieskończenie wiele? Kilka dni na głodówce, a potem powrót do złych nawyków żywieniowych. Gdzie w naszym świecie podziała się równowaga i kierowanie się rozsądkiem?

Są różne metody: szalone diety o absurdalnie niskiej kaloryczności i składzie, gotowe produkty zastępujące posiłki, dzięki którym nie musimy gotować, diety białkowe, tłuszczowe, warzywno-owocowe… można by wymieniać bez końca. Wszystkie wyżej wymienione mają jednak pewien wspólny mianownik – stosując je, zawsze czegoś NIE WOLNO.

Na diecie białkowej nie wolno jeść węglowodanów (produktów mącznych, słodyczy etc.). Na diecie „proszkowo-batonowej” nie wolno jeść niczego poza tymi produktami (na które ciężko patrzeć już po kilku dniach), a stosując „dietetyczny klasyk” nie wolno słodyczy, tłustego ani alkoholu… Na ile wystarczy motywacji zanim podstępna psychika dobierze nam się do skóry? Badania wskazują, że ponad 90% osób, które schudły, po pewnym czasie wraca to wyjściowej masy ciała lub nawet ją przekracza – nasze „kochane stare dobre jo-jo”.

Dietetycznej kraksie winna jest często nasza podstępna psychika. Wielu ludzi na dietach odchudzających odczuwa silne poczucie straty. Zazwyczaj schemat wygląda tak: dieta trwa kilka dni, super się trzymasz, jest moc! A tu nagle koleżanka z pracy ma urodziny i zrobiła boskie ciasto. Patrzysz na nie tęsknym wzrokiem, ale nie… nie zjesz! Trzeba być twardym! I tak stoisz, dumnie dzierżąc w dłoni marchewkę i masz to super uczucie, że udało się wygrać tę bitwę. Czy ktoś już policzył, ile takich „bitew” wygrał, zanim poległ sromotnie pokonany przez tabliczkę czekolady spożytą w ciągu 5 minut, która zaatakowała go najpierw jedną niewinną kostką, by za chwilę, nie wiadomo kiedy w całości wpakować się do buzi? I to okropne uczucie chwilę potem, że wszystko stracone i wojna przegrana i już nieważne, czy to tylko jedna tabliczka, czy poprawiona pudełkiem lodów… i tak do następnego „TEGO” poniedziałku …

Psychologowie nazywają to EFEKTEM PRZERWANIA TAMY. Kiedy frustracja wokół jedzenia, którego nie możecie zjeść, narasta, aż w końcu skusicie się na jeden mały kawałeczek. Ten z pozoru niewinny okruszek wywołuje lawinę poczucia winy, że tym razem nie udało się wam powstrzymać i teraz to już wszystko przepadło i jesteście beznadziejni i cała „walka” nie liczy się w obliczu tego okruszka – poszła zupełnie na marne, więc co za różnica, czy zjecie okruszek czy całą miskę czegoś zakazanego.

 A może by tak spróbować przestawić myślenie i dać dojść do głosu zdrowemu rozsądkowi? Kto ma znać twoje potrzeby, wiedzieć co jest ciebie dobre, jeśli nie ty sama? Wsłuchaj się w nie i zastanów co jest dla ciebie dobre. Dieta nie powinna być uciążliwą procedurą, która się kiedyś skończy. Dieta ma być integralną częścią życia, ledwo wyczuwalną i naturalną! 

Warto mieć na uwadze, ile energii potrzebujemy, mieć świadomość wartości spożywanych składników, a jednocześnie zachować rozsądek. Tabliczka czekolady zamiast pełnowartościowego obiadu to przesada. Ale czy jedzona z umiarem, od czasu do czasu, tak po prostu dla przyjemności, nie sprawi że życie będzie przyjemniejsze?

A jeśli rozsądna dawka – kostki czekolady do kawy – zmieni się w całą tabliczkę, nie pozwól, aby świat się zawalił. Lekka kolacja, dodatkowe 20 minut na rowerze i powoli wracasz do stanu równowagi. Większość z nas do diety podchodzi w systemie „wszystko albo nic”. Może czas to zmienić, przestać się katować i postawić po prostu na umiar?

Martwisz się, że efekt przychodzi wolniej? Tymczasem, im wolniej, tym lepiej! Oznacza to mniej drastyczne zmiany w organizmie, co sprawia, że nie czuje się on zagrożony niedostatkiem pożywienia. Zazwyczaj nie tyjemy 10 kg w ciągu miesiąca… Pojawiło się dodatkowe 15 kg w ciągu minionego roku? Zaplanuj na rok ich zrzucanie!

Bądźmy wobec siebie realistami, a nie krytykami. Nie pobłażajmy sobie przesadnie, ale i nie karzmy się za drobne wpadki! To przecież nasze ciało, jedyne, jakie w tym życiu otrzymaliśmy. To przecież nasze życie, które chcemy przeżyć jak najlepiej!