W ubiegłym stuleciu Coca-Cola była pionierem reklamy. Timothy de Waal Malefyt, profesor marketingu na Uniwersytecie Fordham, zauważa że Coca-Cola długo miała silny wpływ na kształtowanie zachodniej kultury. Przykład? Zamknij oczy i wyobraź sobie Świętego Mikołaja. To, co widzisz, najprawdopodobniej przypomina Ci postać z reklam Coca-Coli.

Dziedzictwo Coca-Coli nie kończy się jednak tylko na Bożym Narodzeniu. Istnieją również inne elementy, czy przedmioty, które miały ogromny wpływ na historię marki. Takim przedmiotem były… zegary Coca-Coli

Pod koniec XIX wieku Coca-Cola zaczęła reklamować się na czasomierzach, co było wówczas powszechną praktyką. W tamtych czasach zegary były w USA rzadkimi i drogimi urządzeniami importowanymi z Wielkiej Brytanii lub Francji. Jednak już na początku XX wieku stały się dość powszechne, a większość była produkowana przez amerykańskie firmy.

Przyjmuje się, że to Coca-Cola pierwsza zwróciła się do Edwarda Bairda, aby wykonał dla przedsiębiorstwa serię reklamowych zegarów. W młodości Baird pracował w The Seth Thomas Clock Co., słynnym za oceanem warsztacie zegarmistrzowskim. W 1888 roku założył własny zakład, by dwa lata później przenieść do go Plattsburgha w stanie Nowy Jork. To tam dostał zlecenie od Coca-Coli.

Początkowo Baird produkował dwa rodzaje zegarów – w kształcie „ósemki” i klasyczne, okrągłe. Wszystkie napędzane były mechanizmem sprężynowym i trzeba było nakręcać je raz w tygodniu. Oryginalnie zegary Bairda wykonane były z papier-mache, co pozwalało z łatwością zmieniać modele urządzeń. Tego zresztą chciała Coca-Cola, z każdym zamówieniem modyfikując styl i slogany reklamowe.

Zegary pomogły w przejściu Ameryki do ery przemysłowej gdzie, jak pisze prof. Malefyt, „dosłownie każdy przejaw życia był planowany i rozwijał się w coraz większym tempie”. Wypadało, więc, by taka marka jak Coca-Cola prezentowała się na jednym z ówczesnych symboli amerykańskiego rozwoju. Zerknięcie na zegar pozwalało sprawdzić, czy już czas iść do pracy, do szkoły, na ćwiczenia, a może… napić się Coca-Coli.


- Wyprodukowanie jednego zegara kosztowało 2,75 dolara, co było sporą ceną za jedną bądź co bądź reklamę. Coca-Cola szybko jednak przekonała się, że to dobrze zainwestowane pieniądze – mówi Ray DeLuca, antykwariusz specjalizujący się w przedmiotach związanych z marką.

Zegary miały trwałość, jakiej nie miały szansy osiągnąć plakaty czy inne akcesoria reklamowe. Przedsiębiorcy nie wyrzucali zegarów z prostego powodu – były funkcjonalne. Nawet późniejsze reklamy, choć niezwykle przekonujące, utrzymywały uwagę konsumenta tylko przez kilka sekund. Tymczasem zegar na półce sklepu spożywczego lub na ścianie w firmie to reklama, o której wiele firm mogło tylko pomarzyć.

Początkowo czasomierze z reklamami wręczano jedynie przedsiębiorcom, z czasem jednak firma zaczęła rozdawać je konsumentom. Od 1905 do 1920 Coca-Cola przygotowała serię zegarów biurkowych ze sloganami „Drink Coca-Cola in bottles””, przypominając tym samym, że możemy pić swój ulubiony napój gdzie tylko chcemy.

W latach 30. Coca-Cola przerzuciła się na zegary elektronicznie, a po II wojnie światowej ich produkcja ruszyła na szeroką skalę. Jak mówi Ray DeLuca, w latach 80. „dostrzeżono wartość zabytkowych zegarów Coca-Coli”. Zwłaszcza te produkowane przez Bairda kosztują aktualnie  tysiące dolarów. Jeden z zegarów Bairda  sprzedano 25 lat temu za 25 tys. dolarów.

Określenie wartości zegara Coca-Coli jest niezwykle trudne. W przeciwieństwie do innych antyków czasomierze nie są datowane, a ich wiek trzeba szacować choćby na podstawie użytych sloganów. Co gorsza, fałszywki są wszechobecne. Jest to spowodowane także tym, że zawód zegarmistrza praktycznie przestał istnieć i stare zegary coraz rzadziej były naprawiane. Każdy, kto ma szczęście natrafić na oryginalny zegar z przełomu XIX i XX wieku, powinien się o niego zatroszczyć.