Podczas drugiej wojny światowej the Coca-Cola Company dokładała wszelkich starań, by żołnierze mieli dostęp do napojów w przystępnej cenie. W ramach specjalnego programu przedstawiciele firmy udali się na front z zadaniem dostarczeniu wojsku Coca-Coli. Nasi wysłannicy dotarli z Coca-Colą do najdalej położonych pól bitewnych, od Europy, przez Afrykę Północną po południowy Pacyfik.

Jednak te dostawy nie były jedynym sposobem zaopatrzenia żołnierzy w Coca-Colę. Czasami żołnierze dostawali butelki napoju w paczkach od bliskich. Jedna z moich ulubionych historii wiąże się z taką właśnie przesyłką.

W 1943 roku Dudley Glover i Joe Glenn, dwóch amerykańskich żołnierzy ze 178 pułku artylerii polowej stacjonującego we Włoszech, otrzymało z domu dwie butelki Coca-Coli. Nadane z dalekiej Florydy i zapakowane w skarpetki, były dla umęczonych wojaków niezwykłym widokiem. Glover i Glenn od razu otworzyli pierwszą butelkę i opróżnili ją delektując się każdym łykiem. Zdecydowali, że drugą wypiją dopiero, gdy będą w stanie ją schłodzić – tak, jak powinno się podawać Coca-Colę.

Kiedy jednak obaj otrzymali mnóstwo ofert sprzedania napoju, Glenn wpadł na pomysł zorganizowania loterii. Ktoś z jednostki przekazał drugą nagrodę w konkursie: miniaturową butelkę Coca-Coli. Dochód miał być przeznaczony na wsparcie wdów po poległych żołnierzach.


Informacja o aukcji znalazła się w biuletynie całego batalionu i błyskawicznie rozeszła się pocztą pantoflową. Zainteresowanie było ogromne. Losy kosztowały 25 centów, zazwyczaj jednak dawano wiele więcej. Ostatecznie w puli znalazły się 4 tys. dolarów. Miniaturową butelkę wygrał sierż. Lawrence Presnell, a główna nagroda trafiła do sierż. Williama de Schneidera. Po otrzymaniu nagrody Schneider stwierdził, że nie powinien jej teraz wypijać. Chciał ją odesłać do domu.

Wieści o loterii i butelce za 6 tys. dol szybko się rozeszły. O inicjatywie napisał Ernie Pyle, korespondent wojenny, a Glenn, inicjator akcji, stał się dla wielu Amerykanów bohaterem. Informacje o aukcji dotarły także do Coca-Cola, która dołożyła do puli 2 tys. dolarów.

Mimo wielu lat poszukiwań, nie wiadomo, jakie były dalsze losy sierż. De Schneidera. Wiemy natomiast, na co przeznaczono 6 tys. dolarów z loterii. Glenn, Glover i ich kolega Elbo Carswell stworzyli komitet, który zadecydował, by 3,5 tys dol. przeznaczyć na fundusz stypendialny, a resztę zachować na później. Po jakimś czasie ich jednostka uległa rozproszeniu i podjęcie decyzji co do reszty pieniędzy stało się kłopotliwe. Ostatecznie trafiły one do banku na Florydzie, dając początek funduszowi Coca-Coli.

Carswell, jako pierwszy żołnierz który powrócił po wojnie do USA, zyskał prawo do samodzielnego rozporządzania pozostałymi pieniędzmi. Zakupił ponad 100 magnolii i posadził je wzdłuż drogi krajowej 77A na Florydzie. Zadrzewiona szosa miała być pomnikiem ku czci tych, którzy służyli na wojnie.

Autorką tekstu jest Amanda McLeod, stażystka w Coca-Cola.