Znane nam doskonale bożonarodzeniowe drzewko, przyozdabiane złocistymi łańcuchami i kolorowymi bombkami, pojawiło się w naszej kulturze około 200 temu. A jeszcze wcześniej, podczas wieczerzy wigilijnej w dobrym tonie było dzielenie się pokarmem ze zwierzętami. Niektóre zwyczaje zanikają, inne ewoluują. Co zmieniło się w tradycji wigilijnej na przestrzeni ostatniego stulecia?

Droga na Pasterkę

Choć dziś elektryczność jest dla nas oczywistością, jeszcze nie tak dawno, zwłaszcza na wsiach, często jej brakowało. Na Pasterkę jednak, zgodnie ze starym zwyczajem, należało jakoś dotrzeć. Aby oświetlić drogę do kościoła, przygotowywano, specjalnie przyozdobione na tę okazję, pochodnie. Co ciekawe, produkowano je tak, aby paliły się znacznie dłużej, niż zwykły ogień. I właśnie z takim ‘’oświetleniem’’ całe rodziny kierowały się na mszę.

Rzucanie ziarnami owsa

W XX wieku, w trakcie Bożego Narodzenia kultywowano zwyczaj sypania się owsem. Wierni, obsypywali ziarnem księży, chcąc upamiętnić tym samym biblijne kamienowanie. Przygotowywano w tym celu wiadra pełne owsa i stawiano je na środku kościoła. Duchowni zatem strzegli się cały rok, by nie traktować zbyt srogo swoich parafian, gdyż wiedzieli, że 26 grudnia. ich zemsta może być sroga. Z czasem,  tej ciekawej  tradycji jednak zaprzestano.

Dzielenie się opłatkiem

Niegdyś to siostry zakonne piekły hurtowo opłatki, które za symboliczną opłatą można było kupić dla całej rodziny. Zwyczaj dzielenia się opłatkiem stanowić ma symbol wzajemnego udzielania sobie komunii i odpuszczenia win oraz przebaczenia. W podobnym rozumieniu funkcjonuje właściwie do dnia dzisiejszego. Dziś jednak nie dzielimy się nim ze… zwierzętami, co jeszcze 100 lat temu było zupełnie naturalne.

Tuż przed północą, gdy zwierzęta miały przemówić ludzkim głosem, gospodarz szedł do szopy i karmił swoje zwierzęta opłatkiem, wierząc, że przyniesie to zdrowie i dobrobyt gospodarstwu na cały przyszły rok. Co więcej, zwierzęta traktowane były wówczas z  dużym namaszczeniem. Wszak pojawiły się one nawet w biblijnym, jezusowym żłobie – grzechem zatem byłoby je pomijać. Dziś, gdy coraz mniej ludzi posiada własne gospodarstwa, a co za tym idzie – krowy, konie czy świnie, zwyczaj prawie już nie funkcjonuje.

Choinka bożonarodzeniowa

Jak wiadomo, nasza tradycyjna, strojna w bombki i łańcuchy świąteczna  choinka i tradycja stawiania jej w domach z okazji świąt, pochodzi… z Niemiec. Przywieźli ją do Polski koloniści niemieccy i  zadomowiła się u nas na dobre. Początkowo jednak drzewko wieszano  tuż pod sufitem. Z czasem zwyczaj ‘’ewoluował’’, a rośliny te zaczęły stawać się większe i większe, no i tak  doczekaliśmy się choinki stojącej i nierzadko zajmującej pół pokoju. Jeszcze w XIX w. w polskich domach nikt nie ubierał drzewka w bombki i łańcuchy.

Dodatkowe nakrycie dla niespodziewanego gościa

Gdy odejdziemy od powszechnego rozumienia tego zwyczaju, czyli myśli o zbłąkanym wędrowcu, czy samotnym człowieku, któremu w ten specjalny wieczór należy udzielić schronienia i strawy może okazać się, że geneza tego zwyczaju jest znacznie bardziej prozaiczna. Jeszcze ok.100 lat temu wierzono, że liczba domowników zasiadających do stołu powinna być parzysta i za wszelką cenę starano się tego dopilnować. Jeśli zatem przy świątecznym stole zasiadała nieparzysta liczba gości, stawiano po prostu dodatkowe nakrycie.

Jak widać, tradycja ma to do siebie, że zmienia się sukcesywnie i ewoluuje. Na szczęście, wiele z przyjemnych jej aspektów nie zanika, a my wciąż możemy cieszyć się tym, co w świętach najważniejsze;  bliskością i relaksem płynącym ze spotkania w rodzinnym gronie.