Gdy tylko za oknem temperatura spada do poziomu, o którym śpiewał niegdyś Lady Pank, czyli ‘’mniej niż zero’’, stojący na mrozie panowie zagadują, czy nie chcemy kupić tradycyjnego iglastego drzewka, a w centrach handlowych zewsząd obserwują nas drewniane renifery, czekoladowe mikołaje, błyszczące i puchate ozdoby choinkowe, siłą rzeczy zaczynamy wprawiać się powoli w ten specjalny, coroczny, świąteczny nastrój.

Sprawdzamy program telewizyjny i… biada, jeśli nie ma tam naszego ulubionego ‘’Kevina samego w domu’’! Ale przecież dialogi z tego filmu moglibyśmy cytować z pamięci, a scenę finałową opisać włącznie ze szczegółami wystroju domu. Dlaczego więc obejrzeliśmy go po 10 razy i wciąż chcemy to robić?

1. Bo kochamy tradycję

W Święta chcemy powtarzalności i elementów budzących wszechogarniające ciepło. I tę rolę ma pełnić nie tylko herbata. Wiadomo przecież, że karp w galarecie nie będzie nigdy smakował  bez sprytnego i rezolutnego Kevina ścigającego się ze złem. Pragniemy powtarzalności i poczucia bezpieczeństwa, a oglądany przez nas od wielu lat podczas Świąt amerykański film o chłopcu, który dzielnie radzi sobie z niecodzienną dla niego sytuacją, właśnie to poczucie bezpieczeństwa nam daje.

2. Bo bawi nas dziecięcy pociąg do dorosłości

Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nie podbierał rodzicom kosmetyków, gdy był małym brzdącem lub nie mierzył rodzicielskich butów, marząc, że kiedyś też będzie taaaaki duży, a wtedy to wszystkim pokaże! Scena z robiącym zakupy i golącym się Kevinem budzi w nas, dorosłych już osobnikach, czułość i rozrzewnienie. Zwłaszcza teraz, gdy jesteśmy już ‘’po drugiej stronie mocy’’ i chętnie wrócilibyśmy do beztroskiego dzieciństwa.

3. Bo każdy z nas czuje się tak samo, gdy zostaje sam w domu

Każdy z nas kojarzy scenę, gdy oszalały ze szczęścia Kevin biega po ogromnym domu i krzyczy uradowany, że wreszcie nie będzie musiał męczyć się z rodzeństwem! Hmmm…części z nas, na pewno mogło się to przytrafić…


4. Bo uwielbiamy nieśmiertelnego Macaulaya Szulkina

Z wypiekami na policzkach śledzimy jego dorastanie i dalsze kroki w karierze. Wciąż jednak jest dla nas małym chłopcem z różowymi policzkami i blond lokiem na czole, zatrzymanym co roku na ekranie naszych telewizorów. No i nadal wzbudza w nas równie dużą sympatię.

5. Bo chcemy mieć poczucie, że dobro zawsze zwycięża nad złem

‘’Kevin sam w domu’’ to właściwie nic innego niż  klasyczna Disneyowska historia. Przystosowana nieco do warunków amerykańskich, osadzona wśród bogatych, jednorodzinnych domów, grzecznościowych uśmiechów i kurtuazyjnych rozmów oraz innych zwyczajów typowych dla tego społeczeństwa świętującego Dzień Dziękczynienia.

Płaczemy ze śmiechu, gdy włamywaczom znów nie udaje się dopiąć swego, gdy po raz kolejny oglądamy groteskowe sceny wypadania włamywaczy z okien lub spektakularnego ich spadania ze schodów. Uśmiechamy się, widząc, z jak ogromną determinacją mama szuka sposobu na powrót do pozostawionego w domy synka. W końcu wszyscy są razem, a włamywacze zostają złapani i oddani w ręce prawa.

Kochamy emocje i więzi rodzinne. Chcemy wiedzieć, że świat urządzony jest tak, by ostatecznie wszystko, co złe, zostało ukarane, a każdy nasz dobry uczynek został zauważony.