W Polsce wychodzi się na dwór lub na pole. W Ameryce pije się „soda” lub „pop”. Zobacz niezwykła mapę gazowanych regionalizmów w USA.

Wychodzisz na dwór czy na pole? Używasz ostrzałki czy temperówki? Okazuje się, że Amerykanie także mają swoje regionalizmy. Jeden z nich dotyczy określenia napojów gazowanych.

McConchie jest kartografem specjalizującym się w wizualizacji danych. Studio, w którym pracuje, dla National Geographic przygotowuje mapy Amazonii, a dla Audobon Society śledzi korelacje między ścieżkami migracyjnymi ptaków a zmianami klimatycznymi.

Największy rozgłos przynieśli mu jednak nie renomowani klienci, a stworzona jeszcze u zarania internetu mapa „pop vs soda”.

O co chodzi? Na podstawie danych z internetowej sondy McConchie stworzył mapę, która za pomocą żywych kolorów pokazuje, jak w poszczególnych zakątkach Stanów Zjednoczonych nazywa się gazowane napoje: "pop", "soda", "Coke" i tak dalej.

Osoby używające określenia "pop" mieszkają przede wszystkim na środkowym i północnym zachodzie Stanów Zjednoczonych, podczas gdy używający terminu "soda" żyją w północno-wschodniej, południowo-zachodniej części i w kilku enklawach pomiędzy nimi. Co ciekawe, większość mieszkańców Południa nazywa gazowane napoje "Coke", bez względu na to, jakiej są marki.

McConchie wychował się w Bellingham w stanie Waszyngton, w królestwie "pop". W 1993 roku jako młody pracownik Caltech zamieszkał w krainie "sody". "Zauważyłem, że używamy kompletnie innych określeń na gazowane napoje, stało się to nawet tematem naszych rozmów" – wspomina.

To, co pomogło przełamywać lody w nowym otoczeniu, szybko stało się czymś na kształt fenomenu. Odkąd McConchie w 1995 roku zaczął zbierać informacje na temat napojowego dialektu, niemal pół miliona ludzi oznaczyło się na jego mapce.

Niektórzy próbowali nabałaganić w badaniu, podając bezsensowne odpowiedzi, inne zaś, choć szczere, wydają się bardzo dziwne. Studenci z Bostonu na przykład wszystkie gazowane napoje określają mianem "tonik". We wschodniej Północnej Karolinie, mówi się natomiast "soda pop".

"W oceanie ‘pop’ na północy można znaleźć wyspy ‘sody’, chodzi o miasta St. Louis i Milwaukee. Właściwie trudno to wyjaśnić" – dodaje McConchie.

Dr Jennifer Cramer, lingwistka z University of Kentucky, ma swoje wytłumaczenie. "Wyspy takie jak ta można wyjaśnić wpływem migracji lub szlaków komunikacyjnych" – mówi.

Cramer podkreśla, że zdaniem jej studentów mówiących "soda", określenie to jest bardziej neutralne. "Coke" brzmi typowo "południowo", zaś "soda" nie kojarzy się z żadnym regionem geograficznym. "Być może dlatego podobnie mówi się w St. Louis i Milwaukee".

Sama zwraca jednak uwagę na to, dlaczego właściwie ludzie przywiązują wagę do kwestii nazywania napojów. Dialekt może bowiem świadczyć o przynależności do danego regionu. "Ludzie zdają sobie sprawę z tego, że język, jakiego używają, odzwierciedla ich tożsamość” – dodaje. "Podejmujemy decyzje o użyciu określonych wyrażeń w taki sposób, by jak najlepiej wyrazić siebie".

Gdzie jednak narodził się termin "soda"?

Luanne von Schneidemesser, z University of Wisconsin-Madison, redaktorka Dictionary of American Regional English, czyli słownika amerykańskich regionalizmów, opublikowała artykuł naukowy analizujący cały fenomen „sody” i „pop”.

Termin "soda water" sięga 1802 roku i używano go na określenie musujących napojów z wodorowęglanem sodu.

A "pop"? Według Oxford English Dictionary po raz pierwszy słowo to zostało użyte w 1812. To onomatopeja wywodząca się od dźwięku nakrętki, wyciąganej z charakterystycznym hukiem (z ang. „pop”).

Schneidemesser doszukała się nawet korzeni bostońskiego "toniku", spotykanego także m.in. w New Hampshire i Maine. Służył do opisu płynu określanego jako „orzeźwiającego i ożywczego”, jego korzenie sięgają 1756 roku.

"Coke"? To przecież oczywiste, skoro Coca-Cola powstała na Południu w aptece dr. Johna Pembertona w Atlancie w 1886 roku.

Przed końcem stulecia Coca-Cola była już sprzedawana we wszystkich stanach USA. "Ale to na Południu zaczęła się historia Coca-Cola" – mówi Ted Ryan, archiwista Coca-Cola.

Ryan zwraca uwagę na nieśmiertelność określenia „Coke”, którego Coca-Cola od samego początku starała się pozbyć, dlatego też firma nie rejestrowała swojej „ksywki”. Z czasem Coca-Cola zaprzestała walki z wiatrakami, a nazwa „Coke” została zastrzeżona w 1940 roku.

Trudno chyba o reklamę lepszą niż cały region przejawiający taką lojalność wobec marki, że gotów jest zmienić lokalny dialekt. Mapa McConchiego jest najlepszym dowodem trwałości określenia "Coke".

"Chciałbym podziękować człowiekowi, który ją przygotował" – przyznaje Ryan, dodając że ludzie wysyłają mu ją co najmniej raz w tygodniu.