Wszystko zaczęło się od eksperymentu.

Kiedy samochód Josha Woiderskiego został zupełnie zniszczony w wypadku, postanowił nie kupować nowego. Był entuzjastą biegów długodystansowych i stwierdził, że swoją pasję może realizować w drodze do pracy. Że może do niej biegać.

Pozwoliło mu to oszczędzić nie tylko sporo pieniędzy, ale i czasu spędzonego w korkach, które w Atlancie należą do najgorszych w całych Stanach Zjednoczonych. Dzięki bieganiu do pracy Josh siłą rzeczy zaczął też intensywniej trenować. I dość nieoczekiwanie przyczynił się do ogromnego zainteresowania bieganiem do pracy – run commutingiem.

Dziś tysiące ludzi biegają do pracy i z powrotem, niektórzy codziennie, inni od czasu do czasu. Większość entuzjastów tego „sportu” pochodzi z wielkich miast. Liderem jest Londyn, inne miejsca rozsiane są po USA, Kanadzie, Holandii, Hiszpanii, Bazylii i Australii. Pomysł został zauważony przez prasę, która zwróciła uwagę na jego korzyści zdrowotne i potencjał zmiany miejskiego stylu życia.

- Kocham biegać i nienawidzę jeździć samochodem – mówi Woiderski, 39-letni ojciec trójki dzieci, który do swojej pracy asystenta prawnego przemierza dziennie osiem kilometrów. - Run commuting pozwala ci trenować podczas podróży do pracy, dzięki temu nie trzeba już wykonywać dodatkowych ćwiczeń po powrocie do domu – zauważa.

Woiderski uruchomił bloga „Run Commuter”, a Wielkiej Brytanii, Hiszpanii i Holandii szybko pojawiły się podobne strony.

Josh Woiderski

Josh Woiderski każdego dnia w drodze do pracy pokonuje 5 mil biegnąc.

Niezwykłe historie zwykłych ludzi

Julien Delange nie był urodzonym biegaczem. Po dwudziestym roku życia ważył 180 kg przy wzroście 182 cm. W końcu postanowił zmienić swoje życie. Zaczął od spacerów po Paryżu, które szybko zamienił na bieganie.

Trzy lata temu przeprowadził się do Pittsburgha, gdzie pracuje na Uniwersytecie Carnegie. Dojeżdżał do pracy niemal 10 km, a potem biegał w pobliskim parku. W końcu stwierdził, że czas skończyć z półśrodkami. Dziś na nogach pokonuje cały dystans z domu do pracy.

- Nie musiałem męczyć się w korkach, nie musiałem wcześniej wstawać, oszczędzałem na benzynie i opłatach parkingowych – mówi.

Delange waży dziś nieco ponad 100 kg i przygotowuje się do swojego pierwszego ultramaratonu.

Julien Delange

Codzienny dystans, jaki pokonuje Julien Delange, to 12 mil.


Najwięcej dzieje się w Londynie

- W Londynie wiele się dzieje. To może być serce tego sportu – mówi Simon Cook, który napisał pracę magisterską o run commuting, a teraz pracuje nad doktoratem z geografii, badając relacje między ludźmi i miejscami w odniesieniu do sieci transportowej.

Cook przyznaje, że dla większości ludzi bieganie do pracy to cokolwiek dziwny pomysł. Ale kiedy powiedzieć im o wszystkich zaletach tego rozwiązania, bieganie staje się ciekawą alternatywą dla zatłoczonego metra. Kiedy wielu biegaczy traktuje run commuting jako ciekawe doświadczenie, Cook chce go zbadać jako alternatywny środek transportu. - W szybko rozwijającym się zachodnim świecie, jest to bardziej sport niż sposób przemieszczania się – przyznaje jednak.

Większość biegających do pracy pochodzi z zatłoczonych, dużych miast, które oferują przy tym na tyle duże biura, by można było skorzystać w nich z prysznica. Ci, którzy uprawiają ten sport, przyznają że miejsce pracy okazuje się tu kluczowe.

W każdy pierwszy czwartek miesiąca w Londynie organizowana jest akcja #run2workday. Entuzjaści walczą nawet o ulgi podatkowe dla tych, którzy dojeżdżając do pracy nie korzystają z samochodów czy komunikacji publicznej. Sam Cook jest zapalonym biegaczem, ale do pracy nie biega. Bo biuro ma w domu.

Cathy Tyrell-Knights jest menedżerką Coca-Cola w Londynie. Od początku roku od czasu do czasu biegała do pracy sześć kilometrów, wracając rowerem lub komunikacją miejską. - Znam kilka osób z pracy, które biegają, kilku innych, którzy jeżdżą na rowerze – mówi. - Londyn jest bardzo przyjazny dla pieszych, dlatego wspiera ideę run commuting. Wszędzie są szerokie chodniki i nawet jeśli jakaś droga okaże się zatłoczona, z łatwością można znaleźć inną trasę – wskazuje.

Bieganie do pracy od każdego wymaga jednak odpowiedzi na kilka pytań. Co z higieną? Jak się ubrać? I jak zabrać do biura te wszystkie potrzebne rzeczy? Tyrell-Knights ma możliwość skorzystania z prysznica w biurze Coca-Cola. Podobnie Dino Bozzone, brand manager Coca-Cola z z Sydney.

- Nasza firma wspiera i zachęca do aktywnego trybu życia – mówi. - Bieganie pozwala mi utrzymać się w dobrej formie. Pracujemy ciężko i czasem trudno znaleźć czas na ćwiczenia. A kiedy biegam, przez cały dzień jestem w lepszym humorze, lepszej formie. To naprawdę pomaga dobrze zacząć dzień – dodaje.

Aby odpowiedzieć na większość pytań trapiących tych, którzy chcieliby rozpocząć przygodę z run commuting, Josh Woiderski i Silvia Stuchi Cruz z Brazylii stworzyli specjalny poradnik (dostępny po angielsku i portugalsku). http://www.corridaamiga.com.br/#!manual/c1a3u

Książeczka zawiera wiele praktycznych wskazówek. Przykład? Jeśli w biurze nie ma prysznica, biegacz powinien rano się wykąpać, a po biegu, w pracy, ochłodzić się przed wiatrakiem lub klimatyzacją, wytrzeć chusteczkami, przebrać, a głowę i twarz umyć w biurowej łazience. Entuzjaści biegania do pracy przekonują, że sposób działa.

Kate Livett z Sydney zdecydowała się porzucić uliczne korki na rzecz biegania przez park narodowy pełen wodospadów, malowniczych widoków i, a jakże, kangurów.

- Dzięki run commuting dotarcie do pracy stało się ekscytującym przeżyciem – mówi. - A kiedy zaśpię i nie mogę pobiec do pracy, cały dzień jestem nerwowa – dodaje.