Titans of Space, jedna z niedawno powstałych aplikacji, pozwala  dryfować w niebiańskiej przestrzeni kosmicznej, dotykać planet i gwiazd, przelatywać bezkarnie obok Drogi Mlecznej . A to wszystko z poziomu naszego domu! Umożliwia to specjalna technologia, która – jak mawiają klasycy – niegdyś się nawet fizjologom nie śniła.

Virtual Reality, bo o tej technologii mowa, zagościła już na dobre w naszej świadomości i powoli zawłaszcza kolejne segmenty marketingu i naszego codziennego życia. Czy stanie się dla nas równie naturalnym elementem dnia jak internet?

Virtual Reality jako potężne narzędzie w dłoniach edukacji

Titans of Space to tylko jeden z przykładów, których mamy pełne garście. Oculus Rift, twórcy specjalnych okularów, które służą do odkrywania wirtualnej rzeczywistości, wróżą: virtual reality to innowacja, która zauroczy młode pokolenie i stanie się nieodłącznym elementem edukacji.

Już teraz odbyć można wirtualną wycieczkę po zakamarkach historycznych miast. We własnych kapciach, w mgnieniu oka możemy przenieść się do Paryża i "klik po kliku" przechadzać się po najwspanialszych jego brukowanych uliczkach. Odwiedzać możemy najsłynniejsze światowe muzea, oglądając uważnie każdy z jego obiektów, nie obijając się przy tym o plecy przypadkowych turystów. To prawdziwa (r)ewolucja w dziedzinie edukacji! Czyżby czasy kucia na pamięć dat i suchych faktów już bezpowrotnie minęły?

Google Maps jako przykład Virtual Reality w naszym codziennym życiu

Odwzorowane metr po metrze miasta, piaszczyste plaże i najgłębsze zakamarki tak mało dostępnych dla nas krajów jak Indonezja, czy Birma. Możemy błądzić po nich kursorem myszki, jak niegdyś palcem po mapie, przesuwając zwinnie plansze i obrazy. Normą stało się patrzenie przez filtr świata wirtualnego na ten rzeczywisty. Mózgi tak zwanych millenialsów uznają to za naturalny stan rzeczy, niebudzący specjalnej refleksji. Ot, jest tak i było od zawsze. Dla tych starszych z nas, tak oczywistym jednak już to nie jest.

Virtual Reality - wynalazek lat 90.

Dla niektórych zaskoczeniem może być zatem, że Virtual Reality należy do licznej gromadki dzieci lat dziewięćdziesiątych. Wtedy to właśnie Jaron Lanier, w duecie z pracownikiem NASA – Stevem Brysonem ukuli definicję rzeczywistości wirtualnej. Określili ją jako wykorzystanie technologii komputerowej w kreowaniu trójwymiarowego efektu świata interaktywnego, który daje nam złudne poczucie fizycznej w nim obecności.

Lata 90. okazały się nie być jednak zbyt podatnym gruntem na tego typu wynalazki. Wirtualna rzeczywistość zrobiła zatem prawdziwą furorę niespełna 25 lat później.

Zmysłowy trójwymiar

Wzrok, słuch, węch – wszystkie te zmysły pracują wytężone, gdy surfujemy pomiędzy rzeczywistością wirtualną, a realną ze specjalnymi okularami zaczepionymi na nosie. Zapachy, niesamowite widoki, obrazy pobudzające wyobraźnię - to wszystko mamy na skinienie palca!

VR w biznesie?

Rozrywka rozrywką, ale przecież biznes jest biznes. Branża deweloperska, motocyklowa, motoryzacyjna rozkręciły się już na dobre, pretendując do miana mistrzów w wykorzystaniu Virtual Reality do promocji swoich produktów i pozyskiwania nowego grona wiernych klientów.

Poczuj się jak u siebie w domu? Od teraz,  nie jest to tylko wyświechtane powiedzonko, a fantastyczne hasło reklamowe firm deweloperskich i agencji nieruchomości. Wirtualne wizyty w mieszkaniach pozwalają nam zaaranżować wnętrze po swojemu, budzą zachwyt, upewniają nas, że nie kupujemy kota w worku i popychają nas do ostatecznych decyzji zakupowych.

Jeśli chodzi o branżę moto  - możliwość użytkowania motocykli i samochodów na różnej maści symulatorów pozwala dostosować ustawienia i parametry do naszych osobistych preferencji, co wywołuje w nas uczucie więzi z marką, która tak bardzo o nas i nasze odczucia dba. Taka sytuacja także – niespodzianka! – kończy się często wyciągnięciem pieniędzy z portfela.

Nieustanna przepychanka, bądź też przeplatanka wirtualnej rzeczywistości z realną sprawia, że powstają nowe rozwiązania, a my – czy tego chcemy, czy nie – powinniśmy przyznać, że żyjemy w fascynujących czasach.

Pozostaje tylko pytanie; skoro każdy rok tak diametralnie odmienia nasze technologiczne życie, to jak będzie wyglądał nasz świat za 10 lat?