Rozmowa z Grzegorzem Ostrowskim, założycielem MniamMniam.pl, jednego z najpopularniejszych serwisów kulinarnych w Polsce.

- Żeby być dobrym w czymkolwiek trzeba lubić to, co się robi i robić to z pasją - powiedział w rozmowie z Coca-Cola Journey Grzegorz Ostrowski, autor wyjątkowych przepisów kulinarnych publikowanych na portalu kulinarnym MniamMniam.pl.

Rozmawiamy o jego pasji gotowania, źródłach inspiracji kulinarnych, relacjach z fanami i... kuchennych wpadkach.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z gotowaniem?

- Zawsze lubiłem gotować. Myślę, że odziedziczyłem to zamiłowanie po mojej babci, z którą często przebywałem w kuchni w czasie przygotowywania posiłków. Potrafiła z niczego zrobić coś naprawdę smacznego. Mając siedem lat po raz pierwszy samodzielnie coś ugotowałem. W książce kucharskiej znalazłem kilkanaście przepisów na jajecznicę. Babcia robiła zawsze zwykłą, tradycyjną, a ja wymyśliłem, że zrobię jakąś inną. Nie było mleka, ani śmietany, więc wybrałem przepis na jajecznicę z wodą. Rozgrzałem patelnię, najpierw wlałem wodę, potem wrzuciłem masło, a dopiero na koniec dodałem jajka. Nic z tego nie wyszło.

Kiedy zastąpiłeś babcię w gotowaniu dla całej rodziny?

- Babci nie zastąpiłem, ale zdarzało mi się przygotowywać obiady i kolacje dla całej rodziny, ale chodząc do szkoły nie miałem za dużo czasu.

Pamiętasz potrawę, która udała Ci się po raz pierwszy?

- Pamiętam doskonale. To pikantna zupa, do której trzeba było użyć około czternastu różnych przypraw. Jako dziecko lubiłem czytać książki kulinarne, zwłaszcza te z egzotycznymi przepisami. Pamiętam, że kupno wszystkich przypraw zajęło mi trzy albo nawet cztery miesiące. Zupa była bardzo aromatyczna, niemalże paliła podniebienie. Zaprosiłem całą rodzinę i zupę podałem w filiżankach. Patrzyłem, czy im smakuje. Od wszystkich dosłownie wiało żarem (śmieje się). Mówili, że było bardzo dobre, ale nikt nie zjadł wszystkiego. Poziom pikanterii był chyba nie do zaakceptowania.

Kiedy gotowanie stało się dla Ciebie głównym zajęciem?

- Odnalezienie tego, co lubię, zajęło mi kilka lat. Pracowałem w wielu miejscach, robiłem różne rzeczy, czasami bardzo odległe od tego, czym zajmuję się teraz. Kiedy przeprowadziłem się na studia z Olsztyna do Warszawy, zacząłem kontaktować się z moimi znajomymi, pisaliśmy do siebie e-maile. Przyjaciele wiedzieli, że lubię gotować i od czasu do czasu prosili mnie o różne przepisy. W końcu , kiedy tych próśb było tak wiele, że przestałem nadążać z odpisywaniem, pomyślałem, żeby po prostu założyć stronę z przepisami. Miała ona bardzo prosty interfejs i dość niski limit transferu. To, co miało mi wystarczyć na miesiąc, wykorzystywałem w dwa dni. Tak, w wielkim skrócie, powstał MniamMniam.pl. To była jedna z pierwszych stron kulinarnych, na których znajdowały się tak fajne przepisy. Od początku starałem się dobierać je w taki sposób, aby mógł je zrobić każdy. Wszystkie czynności są opisane krok po kroku.

Każdy z przepisów jest teraz ilustrowany mnóstwem zdjęć. Jak było na początku?

- Przez długi czas zdjęć nie było w ogóle. Zaczęły się pojawiać, kiedy kupiliśmy pierwszy aparat cyfrowy. Pamiętam, że jechaliśmy po niego chyba 140 kilometrów i kosztował niebotyczne pieniądze. Tyle, co w tej chwili fajna, dobra lustrzanka. Wtedy zaczęły pojawiać się zdjęcia. Marne, bo marne, ale oglądalność znowu wzrosła. Przez jakiś czas byliśmy nawet w setce najczęściej odwiedzanych stron w Polsce!

Można powiedzieć, że prowadzenie strony zmieniło Twoje życie?

- Tak. Teraz, od siedmiu-ośmiu lat, zajmuję się już tylko tym.

Jakie to uczucie być jednym z najpopularniejszych blogerów kulinarnych w Polsce?

- Cieszy mnie, że ludzie rzeczywiście gotują według moich przepisów i że są z nich zadowoleni. W ten sposób mogę dawać innym trochę radości.

Radość jest w gotowaniu najważniejsza?

- Tak! Radość jest zdecydowanie najważniejsza. Lubię przyrządzić coś fajnego z produktów, które można dostać w każdym sklepie. Oczywiście używam różnych przypraw, czasem nietypowych składników, ale nie koncentruję się tylko na ekskluzywnych i wyszukanych potrawach. Chodzi o to, aby zrobić coś niecodziennego z tego, co jest pod ręką i nie siedzieć przez pół dnia w kuchni.

Ile czasu dziennie poświęcasz na gotowanie?

- Prowadzenie bloga wymaga spędzenia w kuchni co najmniej kilkunastu godzin w tygodniu. Przygotowanie potraw, stylizacja, robienie zdjęć, przygotowanie składników, praca nad treścią -  to wszystko jest dość czasochłonne. Gotuję też w domu, codziennie, bo lubię.  Przygotowuję obiady, albo drugie śniadania mojemu dziecku. Gotuję też w weekendy. W domu zajmuje mi to mniej czasu, bo odpada przygotowywanie zdjęć.

Nigdy nie dopadła Cię monotonia?

- Nie. W kuchni odpoczywam. Poza tym, to nie jest gotowanie restauracyjne, że przez osiem godzin, codziennie, robię to samo. Kiedy chcę odpocząć, bo jestem już zmęczony pracą, idę do kuchni, włączam głośno muzykę i robię coś dobrego na kolację. Lubię też wymyślać nowe, ciekawe potrawy, chociaż nie raz zdarzyło się, że słyszałem od mojej żony i syna: - Zrób w końcu te mielone, albo schabowego, bo od dwóch lat nie jedliśmy! (śmiech)

Nie obawiasz się, że kiedyś zabraknie Ci pomysłów?

- To studnia bez dna. Inspiracje nigdy się nie kończą. Jest tak dużo produktów, smaków, sposobów przyrządzania potraw. Zupę z cukinii można przygotować na co najmniej kilkadziesiąt sposobów. Ja szukam nowych rozwiązań, nie pochłaniających wiele czasu. Ktoś kiedyś powiedział, że fajnie wydobywam smaki z naturalnych produktów.

Jak ważny jest dla Ciebie odzew odbiorców?

- Bardzo mnie cieszy. O to w tym wszystkim chodzi! Fajne są wiadomości: - Mój mąż nigdy w życiu nie jadł zupy pomidorowej. Zrobiłam według Twojego przepisu, zjadł i poprosił o dokładkę! Albo: - Mam 50 lat, wiele razy próbowałam upiec chleb i nigdy mi nie wyszedł, a z twoim przepisem zrobiłam za pierwszym razem! To daje dużo radości, zachęca. Jeśli chodzi o pieczenie chleba - większości osób wydaje się, że to nieprawdopodobnie skomplikowane. Okazuje się, że używając kilku sprawdzonych sposobów można uzyskać wypieki wcale nie gorsze niż z najlepszych piekarni. Wcale nie trzeba mieć zakwasu, żeby upiec chleb, który smakuje jak na zakwasie.

Ludzie Cię inspirują?

- Oczywiście! Pokazują rzeczy, które są bardzo skomplikowane i pytają, czy nie da się tego zrobić szybciej i łatwiej. Czy da się osiągnąć podobny efekt, używając mniejszej ilości składników. Takie inspiracje są twórcze i wymagają wysiłku.

Masz swoje popisowe danie?

- Bardzo lubię piec chleb używając moich sposób, które są uproszczeniem technik piekarskich. Lubię też warzywa pieczone na wszelkie możliwe sposoby. Uwielbiam ziemniaki, mogę je przyrządzać na tysiące sposobów. Lubię przygotowywać dania w stylu azjatyckim, ale z użyciem mniejszej liczby składników, dobrze dobierając przyprawy.

Zdarzają się wpadki w kuchni?

- Zdarzają. Częściej, kiedy pracuję nad przepisami na bloga, niż w domu. Kilka razy zdarzyło mi się postawić garnek z wkładką do gotowania na parze i nie napełnić go wodą. Dym buchał, garnek z wkładką do wyrzucenia. Parę razy użyłem też soli zamiast cukru. Jedno i drugie mam w takich samych, czerwonych pojemnikach, które nie są podpisane.

Gotowanie to dobry sposób na spędzenie czasu z rodziną?

- Tak. Jest dużo kolorów, smaków, aromatów. To fajna, kolorowa zabawa. Dobrze jest wiedzieć, co się je i umieć przygotować fajne, zdrowe potrawy dla siebie. Gotowanie z dziećmi uczy je też dbania o siebie, bo jesteśmy tym, co jemy.

Od czego trzeba zacząć, żeby być mistrzem kuchni?

- Nie wiem, nie jestem mistrzem kuchni (śmiech). Żeby być dobrym w czymkolwiek, trzeba to lubić, mieć pasję. Przepis na konfiturę cytrynową robiłem 14 razy. Zużyłem 25 kilogramów cytryn, żeby dopracować go do perfekcji. Chleb, taki, którego przygotowanie trwa 6 godzin - robiłem 12 razy. Jeśli za 12 razem by nie wyszedł, robiłbym dalej, bo każda próba była lepsza. Byłem przekonany, że się uda.

Masz jakieś cele, marzenia związane z gotowaniem?

- Chcemy być najczęściej odwiedzanym serwisem w Polsce. Jeśli chodzi o rzeczy stricte kulinarne - mam spisanych mnóstwo pomysłów, więc na pewno ich nie zabraknie!