Obiad w chmurach? A może na stole z lodu? Zobacz cztery najdziwniejsze restauracje z całego świata

Nim wymyślono fast-foody i supermarkety, każdy posiłek oznaczał przygodę. Jedzenie trzeba było znaleźć i upolować. Dziś polujemy już tylko w internecie na najlepsze restauracje. A gdyby jednak do posiłku dodać odrobinę przygody?

Nie ma problemu. Oto cztery niezwykłe miejsca, które prócz świetnego jedzenia gwarantują niezapomniane przeżycia.

Bar zbudowany z lodu

Śnieżna Wioska w Laponii, na zachodzie Finlandii, w grudniu zamienia się w baśniową krainę pełną lodowych rzeźb. Tak naprawdę z lodu jest tu dosłownie wszystko.

W Śnieżnym Hotelu goście wyposażeni w arktyczne śpiwory śpią na lodowych blokach w igloo. Jest tu nawet lodowa kaplica, w której można wziąć niezwykły ślub w zimowej scenerii.

Jednak sercem wioski jest Lodowy Bar serwujący regionalną kuchnię. Kuchnię, która czerpie z natury, co oznacza jedzenie na obiad mięsa renifera, nordyckich malin, wędzonek i świeżego pstrąga.

W restauracji wszystkie meble zrobione są z lodu i przykryte futrami bądź drewnianymi matami, by chronić siedzenia gości i zapobiec roztopieniu się krzeseł.

- Oczywiście ze względu na panującą tu temperaturę niektóre rzeczy trzeba robić zupełnie inaczej niż w zwykłym barze – mówi Heini Korvenkangas, odpowiadający za sprzedaż w ośrodku.

Przykład? Wszystkie dania serwowane są na drewnianych naczyniach. - Drewno jest bardzo dobrym izolatorem, dzięki czemu nie ma niebezpieczeństwa stopienia stołu – wyjaśnia Korvenkangas. A ponieważ we wnętrzu jest tak zimno, napoje można podawać w szklankach z lodu.

Przy ekstremalnych warunkach nasuwa się pytanie: jak się ubrać na taką okazję? W Śnieżnej Wiosce komfort jest ważniejszy niż moda. - Zdarza się, że goście przychodzą na kolację zbyt lekko ubrani. Musimy im wówczas pożyczać buty i kombinezon – przyznaje Korvenkangas.

Restauracja w metrze

W Tokio znajduje się restauracja, którą trudno opisać. Sukiyabashi Jiro to niewielki sushi bar, do którego zmieści się najwyżej dziesięciu klientów. Knajpkę prowadzi Jiro Ono, przez wielu uważany za najlepszego specjalistę od sushi na świecie.

Nie bez powodu. Sukiyabashi Jiro został w 2008 roku nagrodzony trzema gwiazdkami Michelin! Jiro to pierwszy kucharz sushi, który otrzymał tak wysokie branżowe odznaczenie.

I pierwszy, który prowadzi swoją knajpę na stacji metra.

W 2011 o Jiro nakręcono film dokumentalny. - Nawet w moim wieku nie osiągnąłem doskonałości – mówi 87-latek.

Nawet jednak daleki od narzuconej sobie doskonałości, Jiro przyciąga gości z całego świata, którzy chcą skosztować jego menu degustacyjnego złożonego z 19 potraw.

Za tajemnymi drzwiami

Niektórzy lubią, by ich stek podany był z nutą tajemniczości. Dostanie się do Vernon's Hidden Valley Steakhouse w amerykańskim Albuquerque to spore wyzwanie. Jest nim nawet znalezienie drzwi do lokalu.

Po dokonaniu rezerwacji goście Vernona otrzymują hasło i instrukcję dojazdu do jednego z centrów handlowych w miejscowości Los Ranchos. Pod billboardem reklamowym znajdują się czarne, zamknięte od wewnątrz drzwi, nad którymi świeci się czerwona żarówka. Gość musi zapukać trzykrotnie i powiedzieć hasło, by wejść do środka.

Za drzwiami znajduje się przedsionek, w którym gościowi przedstawia się zasady, których powinien przestrzegać. Dalej wizyta przebiega już raczej jak w normalnej, eleganckiej restauracji.

Choć to nie koniec tajemnic. Według Mindy Harrellem, menedżerki restauracji, w lokalu ukryty jest salonik VIP, do którego można się dostać tylko korzystając z czytnika biometrycznego.

Wszystkie te tajemnice nie odstraszają klientów. Wręcz przeciwnie.

Zawieszony w powietrzu

Największym wyzwaniem jest jednak posiłek w brukselskiej restauracji „Podniebny obiad”. To nie jest lokal dla cierpiących na lęk wysokości. Stół, zastawa, goście i cała obsługa są podnoszeni przez dźwig na wysokość ponad 40 metrów.

David Ghysels, pomysłodawca i właściciel tej restauracji, uspokaja jednak, że goście rzadko skarżą się na lęk wysokości. - Bardzo rzadko. Stoły są stabilne i nie bujają się – zapewnia.

„Podniebny obiad” to ruchomy lokal – dźwigi pojawiły się w ponad 45 krajach, od Francji przez Kanadę po Australię. Ghysels opowiada, że najbardziej niecodzienne zdarzenie miało miejsce w Bejrucie. Stoły zostały podniesione nad Morzem Śródziemnym. Przepływała pod nimi niewielka łódź ze śpiewakiem, który urozmaicał czas 22 gościom.

Chociaż stoły dźwigane są kilkadziesiąt metrów nad ziemię, Ghysels nie przypomina sobie, by kiedyś spadły z nich naczynia. - Co najwyżej serwetki, sztućce, może telefon komórkowy – mówi. - Każdy stół otoczony jest strefą bezpieczeństwa na ziemi, by nikt nie został ranny, jeśli jednak coś z niego spadnie – dodaje.

Ghysel dodaje, że dba o bezpieczeństwo. Przy silnym wietrze obiad jest wykluczony. - Chcemy, aby nasi goście przeżyli przyjemne doświadczenie – mówi. - Ale niekoniecznie porywające – dodaje.